piątek, 1 maja 2026

1. rocznica powstania bloga - podsumowanie

„Kiedy wiesz, czego chcesz
i chcesz tego wystarczająco mocno,
to znajdziesz drogę, by to mieć.”

Jim Rohn

Jako że dokładnie dzisiaj mija rok od powstania niniejszego bloga, postanowiłem, że stworzę z tej okazji specjalny wpis, przerywając na moment serię o przodkach mojej żony (którą i tak musiałem przerwać z przyczyn, o których pisałem ostatnio). Opowiem w nim o kulisach powstania bloga, podsumuję to, co do tej pory udało mi się stworzyć i przedstawię, co jeszcze mam w planach. Opowiem też o motywacjach, które popchnęły mnie do stworzenia opracowania mojej genealogii w formie bloga, który - co ważne - jest oddzielnym bytem od drzewa genealogicznego, tworzonego przeze mnie nieprzerwanie od 2009 roku. Na koniec skieruję podziękowania do osób, bez których pomocy niniejsza strona nie mogłaby powstać.

Maj 2025 roku był pamiętnym miesiącem, który przejdzie do historii. Kardynałowie wybrali wtedy nowego papieża, natomiast my Polacy wybieraliśmy w I turze prezydenta. W tym też miesiącu utworzyłem niniejszą stronę. Nie była to jednak decyzja spontaniczna, planowałem to od dłuższego czasu. Choć nie wiedziałem, czy znajdę czas na pisanie bloga, podjąłem się tego zadania i teraz wiem, że była to świetna decyzja. Tworzenie kolejnych wpisów i dzielenie się swoją pasją sprawia mi ogromną radość, wkładam w to dużo serca. Mam nieskromne poczucie, że wykonałem i nadal wykonuję kawał dobrej roboty. Jest to dla mnie również forma odpoczynku i zapomnienia na chwilę o codziennych problemach. Ktoś kiedyś powiedział, że ludzie mający hobby nigdy nie wpadają w depresję. Dla mnie tym hobby jest genealogia, która oddycha dwoma płucami - drzewem genealogicznym i blogiem.

Tort urodzinowy bloga
Pierwsza rocznica powstania bloga to dobry moment na małe podsumowanie… i wirtualny tort.

czwartek, 9 kwietnia 2026

Przodkowie mojej żony - cz. III - prapradziadkowie po mieczu

Na koniec poprzedniego artykułu nadmieniłem, że wpis poświęcony prapradziadkom mojej żony być może nie ukaże się w kwietniu, a w późniejszym terminie, ponieważ wciąż czekam na informację na temat metryczek dowodowych Franciszki i Mikołaja Janasów z archiwum w Milanówku. Zdecydowałem jednak, że podobnie jak w przypadku moich prapradziadków, artykuł opisujący prapradziadków żony również podzielę na dwie części. Dziś opowiem o tych ze strony taty (po mieczu), a gdy nadejdzie odpowiedź z archiwum - o tych ze strony mamy (po kądzieli), w tym o Franciszce i Mikołaju Janasach. Ze względu na większą niż przewidywana liczbę wpisów kategorię „Nasi przodkowie” podzieliłem na dwie osobne - „Moi przodkowie” i „Przodkowie mojej żony”. Wpis o prapradziadkach mojej żony po kądzieli, który opublikuję być może w czerwcu (informacja z Milanówka raczej nie nadejdzie w ciągu najbliższego miesiąca), zamknie całą serię o naszych przodkach, dlatego zamierzam zamieścić w nim na koniec małe podsumowanie i mapę z miejscami urodzeń antenatów moich i mojej małżonki.

Informacje o prapradziadkach żony są dla mnie stosunkowo „świeże” - do niedawna nie znałem nawet w przybliżeniu dat zgonu większości z nich. Wszyscy z tego grona mieszkali na wsi i prawie wszyscy prowadzili gospodarstwa rolne (prawdopodobnie tylko Józefa i Feliks Wąsikowie oraz przez pewien czas Mariana i Franciszek Kurcaba byli wyrobnikami). Najwcześniej z tej grupy - w 1822 roku - urodziła się Franciszka Graczyk z Żuberków. Dwa lata młodszy był jej mąż Andrzej. Najpóźniej urodzoną była natomiast Franciszka Janas z Rychłowskich, przyszła ona bowiem na świat w 1880 roku. Tylko rok od niej starsza była Józefa Kubik z Sadzińskich. Różnica wieku pomiędzy najstarszą a najmłodszą z tego grona jest więc ogromna - wynosi aż 58 lat. Jednak podobnie jak w przypadku Piotra Graczyka wśród pradziadków żony, tak samo tutaj, gdy jego rodziców - Franciszkę i Andrzeja Graczyków - weźmie się „poza nawias”, różnica ta zmniejsza się do 25 lat. Wtedy najstarszym z prapradziadków staje się Jakub Grabia, urodzony w 1855 roku. Niewiele, bo tylko kilka miesięcy od niego młodsi byli: Franciszek Kurcaba i Feliks Wąsik. Większość lub duża część życia prapradziadków mojej żony (a w przypadku pięciorga z nich - całe życie) przypadła na okres zaborów. Najdłużej żył Mikołaj Janas, który zmarł, mając 88 lat i 3 miesiące. Tuż za mim plasuje się jego żona, wspomniana już Franciszka z Rychłowskich, która przeżyła 87 lat. 80. rok życia przekroczyli też: Szymon Kubik i Marianna Kurcaba z Marków. Najkrócej natomiast - 47 lat i nieco ponad miesiąc - żyła Józefa Wąsik z Grzelaków. Niewiele od niej starsze w w chwili śmierci były: Antonina Grabia ze Skorków i Józefa Kubik z Sadzińskich.

Antonina Grabia (z d. Skorek) - akt zgonu (1913)
Akt zgonu praprababci żony Antoniny Grabii z d. Skorek (1913). Gdyby każdy akt metrykalny był sporządzony tak czytelnym, zgrabnym pismem jak powyżej, wyszukiwanie przodków byłoby zapewne dużo prostsze. Źródło: Skanoteka

wtorek, 17 marca 2026

Przodkowie mojej żony - cz. II - pradziadkowie

Niestety czas nie pozwolił mi na opublikowanie wpisu na początku miesiąca, ostatecznie udało się to z dwutygodniowym opóźnieniem. Zgodnie z zapowiedzią opowiem dzisiaj o pradziadkach mojej żony. Wszyscy z nich mieszkali na wsi i byli gospodarzami. Najwcześniej - w 1866 roku - urodził się pradziadek Piotr Graczyk, najpóźniej natomiast - prababcia Jadwiga Janas z Kurcabów - przyszła ona bowiem na świat w 1907 roku. Różnica wieku pomiędzy najstarszym a najmłodszą z tej grupy jest zatem bardzo duża - wynosi aż 41 lat. Jednak biorąc pod uwagę fakt, iż Piotr Graczyk był znacznie starszy od swojej drugiej żony, prababci Władysławy, i wiekowo można by umieścić go pomiędzy prapradziadkami, uprawnione jest wyjęcie go „poza nawias”. Wtedy najstarszym z pradziadków staje się Władysław Porada, urodzony w 1888 roku, a rozstrzał wieku pomiędzy przodkami żony z tego pokolenia to już tylko 19 lat. Większość z tego grona można zaliczyć do pokolenia określanego mianem „lost generation”, czyli pokolenia straconego, którego młodość przypadła na trudne czasy I wojny światowej, pandemii grypy hiszpanki i wojny polsko-bolszewickiej. Później przyszły zawirowania gospodarcze, wielki kryzys i wreszcie II wojna światowa, która zastała ich, gdy byli w wieku średnim - tu jednak należy dodać, że troje z nich - Marianna i Władysław Porada oraz Piotr Graczyk - nie dożyli tej straszliwej wojny. Najdłużej z tej grupy żyła wspomniana już prababcia Jadwiga Janas, która doczekała XXI wieku i zmarła, mając 94 lata i 9 miesięcy. Tuż za nią plasuje się Marianna Cieleban z Kubików, która przeżyła równo 94 lata. Do 80. roku życia zbliżył się też Franciszek Janas (w chwili śmierci miał 79 lat i 8 miesięcy). Najkrócej natomiast, bo tylko 30 lat i niecałe 9 miesięcy, żyła prababcia Marianna Porada z Grabiów.

Dwie rekordzistki wśród pradziadków mojej żony pod względem długości życia: po lewej Marianna Cieleban z d. Kubik, po prawej Jadwiga Janas z d. Kurcaba
Dwie rekordzistki wśród pradziadków mojej żony pod względem długości życia: po lewej Marianna Cieleban z d. Kubik, po prawej Jadwiga Janas z d. Kurcaba. Obydwie w chwili śmierci miały skończone 94 lata

sobota, 7 lutego 2026

Przodkowie mojej żony - cz. I - dziadkowie

Niniejszym wpisem wracam po niemal półrocznej przerwie do kategorii zatytułowanej Nasi przodkowie, która jest w zasadzie trzonem całego bloga. Zgodnie z zapowiedzią tym razem wezmę na tapet antenatów mojej żony Dominiki, choć z wiadomych powodów moja wiedza na ich temat jest dużo skromniejsza niż wiedza o moich przodkach.

Dziadkowie mojej żony ze strony mamy - Irena i Mieczysław Graczykowie - fotografia wykonana z okazji ich 25. rocznicy ślubu (ok. 1980)
Dziadkowie mojej żony ze strony mamy - Irena i Mieczysław Graczykowie - fotografia wykonana z okazji ich 25. rocznicy ślubu (ok. 1980 roku)

Dziś opiszę sylwetki i życiorysy przodków żony z pokolenia dziadków. Rozstrzał wieku pomiędzy nimi, w przeciwieństwie do moich dziadków, był dosyć duży. Najwcześniej, bo w 1919 roku, urodził się dziadek Tadeusz Porada. Cztery lata później - w roku 1923 - przyszła na świat jego żona Wanda z Cielebanów. Dziadek Mieczysław Graczyk urodził się w roku 1929. Najpóźniej urodzoną z tej grupy była natomiast babcia Irena Graczyk z Janasów, przyszła ona bowiem na świat w 1934 roku. Różnica wieku pomiędzy najstarszym a najmłodszą z tego grona wynosiła zatem 15 lat. II wojna światowa zastała ich więc w różnych okresach życia - podczas gdy dziadek Tadeusz w 1939 roku był już dorosłym, 20-letnim mężczyzną, babcia Irena miała tylko 5 lat. Bez względu na to konflikt ten bez wątpienia odcisnął na nich wszystkich piętno. Większość ich życia przypadła na okres Polski Ludowej. Ich pokolenie określa się mianem „silent generation”, czyli pokolenia cichego, które musiało żyć w narzuconym systemie, nie wychylać się i ciężko pracować (choć ściśle rzecz biorąc, dziadków Poradów należałoby raczej zaliczyć do „greatest generation” - pokolenia urodzonych w latach 1901 - 1927). Z czworga dziadków mojej żony wieku podeszłego dożył jedynie Mieczysław Graczyk, który zmarł kilkanaście dni przed swoimi 92. urodzinami. Dziadek Tadeusz Porada przeżył 74 i pół roku, a jego żona Wanda - 63 lata i niecałe 3 miesiące. Najkrócej natomiast, bo tylko 58 lat i 4 miesiące, żyła babcia Irena Graczyk. Obydwie babcie zmarły przed swoimi matkami.

piątek, 2 stycznia 2026

Metryczki dowodowe przodków

Pierwszy wpis w roku 2026 publikuję dokładnie w 10. rocznicę śmierci mojej babci Genowefy Góreckiej. Ponieważ jej sylwetkę i życiorys opisałem już we wpisie dotyczącym wszystkich moich dziadków, niniejszy wpis nie będzie o babci Genowefie, niemniej jednak na koniec pozwolę sobie na bardzo osobiste słowa zaadresowane do niej. Najpierw jednak skupię się na metryczkach dowodowych moich przodków (w tym również babci Góreckiej) oraz przodków mojej żony Dominiki, których skany udało nam się uzyskać w zeszłym roku.

Awers i rewers metryczki dowodowej mojej babci Genowefy Góreckiej z d. Pawlak z 1964 roku
Awers i rewers metryczki dowodowej mojej babci Genowefy Góreckiej z d. Pawlak z 1964 roku. Źródło: Archiwum Państwowe w Warszawie, Oddział Dokumentacji Osobowej i Płacowej w Milanówku

Metryczki dowodowe, często mylone z kopertami dowodowymi, są dokumentami zawierającymi podstawowe informacje o osobach, które wyrabiały dowody osobiste w latach 1952 - 1997. Przed rokiem 1952 nie było obowiązku posiadania dowodu przez pełnoletnich obywateli - został on wprowadzony dekretem w roku 1951. Do końca roku 1974 dowody tożsamości były wydawane przez Milicję Obywatelską. W 1975 roku ich rolę przejęły najpierw na krótko urzędy powiatowe, a po ich likwidacji - urzędy miast i gmin. Każdą metryczkę po wydaniu dowodu wysyłano do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, gdzie tworzono Centralną Bazę Adresową. Kiedy obywatel wymienił dowód osobisty, wymieniana była też jego metryczka, a poprzednia była brakowana. Z tego powodu obecnie możliwe jest odszukanie tylko ostatniej metryczki dla każdego przodka. Metryczki wydanych dokumentów tożsamości często były niszczone również po śmierci osoby, której dotyczyły, dlatego nie wszystkie zachowały się do dnia dzisiejszego. Dziś miejscem ich przechowywania jest podlegający pod Archiwum Państwowe w Warszawie Oddział Dokumentacji Osobowej i Płacowej w Milanówku. Najcenniejsze w metryczkach są moim zdaniem dołączone do nich fotografie. Szczególnie jeżeli nie posiadamy zdjęcia któregoś z przodków, metryczki dowodowe, obok kopert dowodowych, mogą być jedyną szansą na ich odnalezienie.

czwartek, 11 grudnia 2025

Genealogia polskich władców - cz. II - Jagiellonowie i królowie elekcyjni

Zanim przedstawię genealogię Jagiellonów, podzielę się swoją osobistą historią związaną z polskimi monarchami. Władcami Polski i ogólnie historią zacząłem interesować się jako dziecko w 2002 roku, kiedy to z okazji Pierwszej Komunii otrzymałem od mojej chrzestnej popularnonaukową książkę historyczną. Było to kalendarium, przedstawiające przekrojowo historię Polski i świata rok po roku od roku 960 do końca XX wieku. Jeszcze bardziej historią zainteresował mnie mój pierwszy jej nauczyciel w szkole podstawowej, świętej pamięci pan Mirosław Pietrucha, o którym wspominałem już na blogu. Potrafił on bardzo ciekawie opowiadać o minionych czasach. Później jeszcze jako dziecko dwukrotnie dostałem od rodziców na urodziny poczty polskich królów i książąt. Wciągnęły mnie one bez reszty. Równolegle moimi konikami były postacie papieży i… astronomia. W 2005 roku w ramach swojej pasji stworzyłem tablicę genealogiczną polskich władców, którą później wykorzystałem w stworzonym przez siebie blogu Władcy Polski, założonym w lipcu 2007 roku. Wiosną roku 2011 zakończyłem jego tworzenie (jak również dwóch innych moich blogów) ze względu na konieczność przygotowania się do matury i potem już do niego nie powróciłem. Sam zastanawiam się, czemu moje zainteresowania nie pchnęły mnie na studia historyczne. Myślę, że motywował mną głównie pragmatyzm - nie widziałem siebie w roli nauczyciela, zresztą nie nadaję się do tego charakterologicznie, a w zasadzie tylko to mógłbym robić po tego typu studiach w moim małym mieście.

Drzewo genealogiczne Jagiellonów z dzieła „De Iagellonum familia liber II” autorstwa Josta Ludwika Decjusza (1521)
Drzewo genealogiczne Jagiellonów z dzieła De Iagellonum familia liber II autorstwa Josta Ludwika Decjusza (1521, fot. Polona)

czwartek, 27 listopada 2025

Genealogia polskich władców - cz. I - Piastowie i Andegawenowie

We wpisie powitalnym nadmieniłem, że poza genealogią pasjonuję się historią Polski, w tym szczególnie postaciami polskich władców. Jako że wciąż trwa rok 2025, w którym obchodzimy 1000-lecie koronacji pierwszych królów Polski - Bolesława I Chrobrego i Mieszka II Lamberta - postanowiłem, że po raz pierwszy opiszę tutaj zagadnienie luźno związane z tematyką bloga - genealogię polskich królów i książąt. Ponieważ temat jest bardzo obszerny, podzielę go na dwa wpisy. W niniejszym opowiem o Piastach i spokrewnionych z nimi Andegawenach (X - XIV wiek), natomiast w kolejnym - o Jagiellonach, spokrewnionych z nimi Wazach oraz pozostałych królach elekcyjnych (XV - XVIII wiek). Skupię się jednak tylko na władcach panujących jako królowie, książęta zwierzchni lub książęta krakowscy.

Portrety władców Polski na tle Orła Białego autorstwa Matthäusa Meriana (ok. 1625)
Portrety władców Polski od legendarnego Lecha do Zygmunta III Wazy na tle Orła Białego autorstwa Matthäusa Meriana (ok. 1625)Forma dzieła przypomina drzewo genealogiczne - ciągłość władzy ukazana jest tu jako ciągłość rodowa (fot. Wikimedia Commons)

Genealogia dynastyczna, która dla większości uczniów w szkole jest zmorą, dla mnie zawsze była fascynująca. Jest ona ciekawą odskocznią od mojej rodzinnej genealogii. Biorąc pod uwagę stan zachowania akt metrykalnych, poszukując swoich przodków, którzy byli stanu chłopskiego, nie mam szans dojść dalej, niż do XVII/XVIII wieku (przy bardzo dużym szczęściu może udałoby się dobrnąć do XVI stulecia), natomiast rodowód Piastów sięga aż przełomu IX i X wieku. Na szczęście tutaj nie muszę prowadzić już poszukiwań - tym zajęli się historycy, tacy jak Oswald Balzer czy Zygmunt Wdowiszewski, ja natomiast mogę jedynie cieszyć się rezultatami ich prac. Piastowie i Jagiellonowie to przodkowie wszystkich obecnie panujących monarchów europejskich, ale również wielu Polaków. Niewykluczone, że i ja mam wśród swoich antenatów przedstawicieli Piastów (zweryfikować to mogłyby jedynie badania DNA).

czwartek, 13 listopada 2025

Marian Spychalski - brat cioteczny mojego pradziadka?

Dwa tygodnie temu opisałem moją weryfikację legendy panującej w rodzinie mojej mamy, która mówiła o rzekomym pokrewieństwie z bpem Wojciechem Owczarkiem. Dzisiaj natomiast omówię podobny przekaz o koligacji ze znaną postacią w rodzinie taty. Otóż jak twierdził mój cioteczny dziadek Kazimierz Krzywański - również pasjonat genealogii - bratankiem jego babci a mojej praprababci Elżbiety Krzywańskiej ze Spychalskich (nazwisko to zapisywano również jako Spychała) był działacz komunistyczny i marszałek Polski Marian Spychalski. Innymi słowy pradziadek Stanisław Krzywański i polityk mieli być rodzeństwem ciotecznym. Przyznam, że tematowi temu nie poświęciłem chyba nawet połowy takiej uwagi, jak sprawie bpa Owczarka. Pokrewieństwo z komunistycznym dygnitarzem nie było bowiem dla mnie tak atrakcyjne, jak pokrewieństwo z biskupem i kandydatem na ołtarze, choć trzeba przyznać, że marszałek Spychalski miał starszego brata o dużo bardziej chwalebnym od niego życiorysie i stojącym po przeciwnej stronie politycznej barykady.

Po lewej marszałek Polski Marian Spychalski, po prawej mój pradziadek Stanisław Krzywański - rzekome rodzeństwo cioteczne
Po lewej marszałek Polski Marian Spychalski (fot. Wikimedia Commons), po prawej mój pradziadek Stanisław Krzywański - rzekome rodzeństwo cioteczne. Byli oni niemal rówieśnikami - pradziadek był o rok starszy od polityka Polski Ludowej

czwartek, 30 października 2025

Bp Wojciech Owczarek - brat mojej praprababci?

Zbliżająca się Uroczystość Wszystkich Świętych to w Kościele Katolickim nie tylko dzień, w którym odwiedzamy groby swoich bliskich (a te dla każdego genealoga są bardzo istotne), zapalamy na nich znicze i stawiamy kwiaty, ale przede wszystkim - o czym niewielu ludzi chyba pamięta - upamiętnienie wszystkich zmarłych chrześcijan, którzy osiągnęli stan zbawienia, czyli inaczej mówiąc są świętymi. Jest to moim zdaniem dobra okazja, aby przywołać postać Sługi Bożego bpa Wojciecha Owczarka, kandydata na ołtarze. Pod koniec bieżącego roku przypada jego 150. rocznica urodzin. W rodzinie mojej mamy, głównie za sprawą babci Genowefy Góreckiej, panował przekaz mówiący o tym, że był on bratem mojej praprababci Florentyny Maj. Legenda ta była jednym z głównych motorów napędowych, które niemal 20 lat temu zafascynowały mnie historią mojej rodziny. Długo jednak zajęło mi ostateczne zweryfikowanie jej prawdziwości. Poniżej przedstawię, jak to wyglądało.

Po lewej Sługa Boży bp Wojciech Owczarek, po prawej moja praprababcia Florentyna Maj - rzekome rodzeństwo
Po lewej Sługa Boży bp Wojciech Owczarek (fot. Zbiory NAC), po prawej moja praprababcia Florentyna Maj - rzekome rodzeństwo. Oboje zmarli w 1938 roku. Fotografię Florentyny Maj zdobyłem w 2021 roku, już po wyjaśnieniu zagadki

sobota, 18 października 2025

Krewni w niemieckich obozach koncentracyjnych

Na początku przepraszam, że po raz kolejny wpis na blogu nie ukazał się o czasie. Tym razem przeszkodziły mi infekcje wirusowe - najpierw mojej córeczki, a potem moja. Tuż przed 2 października, kiedy powinien ukazać się nowy artykuł, leżałem w łóżku z wysoką gorączką i nie byłem w stanie napisać czegokolwiek. Z kolei na 16 października ze względu na brak czasu nie zdążyłem z przygotowaniem tego tematu. Jednak zakładając bloga, liczyłem się z tym, że nie zawsze będę mógł publikować wpisy na czas - co drugi czwartek.

Jak pisałem ostatnio, II wojna światowa pochłonęła około 6 milionów polskich obywateli. Większość z nich to ofiary niemieckich obozów. III Rzesza tworzyła obozy koncentracyjne od samego początku swojego istnienia w 1933 roku. Początkowo przeznaczone były one przede wszystkim dla opozycji antyhitlerowskiej. Pierwszy z nich utworzono w Dachau, zaś kolejne m.in. w Sachsenhausen, Buchenwaldzie, Mauthausen, Flossenbürgu i Ravensbrück. Po rozpoczęciu wojny w 1939 roku sieć obozów znacznie się rozrosła. Nowe z nich zaczęły powstawać w dużej mierze na terenach państw okupowanych. Największym w okupowanej Polsce był KL Aschwitz-Birkenau. Wprowadzono też nowe typy obozów, w tym obozy natychmiastowej zagłady i obozy pracy przymusowej, w których więźniów wykorzystywano do nieludzkiej pracy, przede wszystkim na rzecz niemieckiego przemysłu wojennego. Ciężka praca w połączeniu z głodowymi racjami żywnościowymi przyczyniła się do ogromnej śmiertelności wśród więźniów. Wielu z nich uśmiercano w komorach gazowych. Dla obywateli przedwojennej Polski obozy oznaczały przede wszystkim miejsca eksterminacji inteligencji, księży katolickich, osób związanych z ruchem oporu i Żydów. Trafiały tam też osoby zatrzymane podczas ulicznych łapanek.

Tory kolejowe, wartownia i brama główna Auschwitz II (Birkenau, 1945)
Tory kolejowe, wartownia i brama główna Auschwitz II (Birkenau), widok z rampy wewnątrz obozu (1945, fot. Wikimedia Commons)

sobota, 20 września 2025

Wywózki na roboty przymusowe do Niemiec

Na początku tego wpisu winien jestem wyjaśnień. W dniach 4 i 18 września, zgodnie z przyjętą przeze mnie na początku częstotliwością (co dwa tygodnie), powinny ukazać się nowe wpisy na blogu. Nie stało się to jednak, ponieważ w moim życiu dużo się działo, miałem dużo pracy i nie znalazłem czasu na dokończenie artykułu, zwłaszcza że ze względu na rocznicę wybuchu II wojny światowej podjąłem się trudnego tematu, wymagającego dogłębnego „researchu” - wywózki moich krewnych na roboty przymusowe do Niemiec w czasie II wojny światowej. Dzisiaj publikuję wreszcie wpis, który miał ukazać się ponad 2 tygodnie temu.

1 września minęło 86 lat od napaści Niemiec na Polskę, natomiast 3 dni temu, 17 września, przypadała rocznica agresji Związku Radzieckiego na nasz kraj. Po ponad dwóch tygodniach niemieckiej ofensywy był to cios, w wyniku którego nasze państwo, broniące wtedy stolicy i nie mogące liczyć na pomoc ze strony zachodnich sojuszników, znalazło się w rozpaczliwie złym położeniu. Kampania wrześniowa, czyli wojna obronna Polski we wrześniu 1939 roku, była początkiem II wojny światowej. Był to najbardziej krwawy konflikt zbrojny w historii świata. W jej wyniku Polska straciła około 6 milionów obywateli i doznała ogromnej ilości strat materialnych. Ofiary ginęły nie tylko w wyniku działań wojennych, ale też między innymi w obozach koncentracyjnych i obozach pracy, w więzieniach, w wyniku pacyfikacji, egzekucji oraz epidemii. Jeżeli chodzi o straty materialne, wynikały one z działań wojennych, rabunku i konfiskaty majątku ruchomego przez okupantów.

Rodzina mojej babci Genowefy Góreckiej z d. Pawlak wśród pracowników przymusowych folwarkuw w Bingerau (obecnie Węgrów) na Dolnym Śląsku
Rodzina mojej babci Genowefy Góreckiej z d. Pawlak wśród pracowników przymusowych folwarku Hugo von Posera w Bingerau (obecnie Węgrów) na Dolnym Śląsku

Wrzesień 1939 roku to początek okupacji niemieckiej na ziemiach polskich. W czasie jej trwania Niemcy ze względu na niedobór na rynku pracy spowodowany wcieleniem do Wermachtu dużej liczby młodych mężczyzn pozyskiwali tanią siłę roboczą dla przemysłu i rolnictwa poprzez prace przymusowe. W związku z tym na ziemiach wcielonych do III Rzeszy wprowadzono przymus pracy dla ludności, w tym dzieci już od 12 roku życia. Wiosną 1940 roku przymusowa branka na roboty przybrała charakter masowy. W okupowanej Polsce organizowały ją Arbeitsamty, czyli niemieckie urzędy pracy. Za odmowę groziły surowe kary, w tym kara śmierci. Organizowano też tzw. łapanki. Z robotnikami nie zawierano umów pisemnych, a o czasie ich pracy decydował pracodawca. Nie mieli oni też prawa do urlopu. Przymusowa praca służyła nie tylko pozyskiwaniu taniej siły roboczej, ale i eksterminacji ludności z krajów podbitych.

czwartek, 21 sierpnia 2025

Moi przodkowie - cz. IV - prapradziadkowie po kądzieli

Na początku drugiej części opisu moich prapradziadów (pierwsza część tutaj) mała uwaga. Choć staram się, aby informacje zamieszczane na blogu były poprawne merytorycznie, zdarza się, że uzupełniam i poprawiam opublikowane już wpisy. Zwykle nie są to wielkie zmiany, bowiem staram się, aby wersja wpisu z dnia publikacji była już tą ostateczną. Jednak przy serii o moich przodkach, a zwłaszcza w ostatnim artykule, tych zmian było dość dużo. Szczególnie biogram praprababci Józefy Kaczorowskiej uzupełniłem o kilka nowych informacji, których nie posiadałem w dniu publikacji. W związku z tym zachęcam do wracania do wcześniejszych wpisów. Oprócz tego przypominam: jeśli posiadasz fotografię, na której widoczna jest którakolwiek z poniższych osób, to proszę - napisz do mnie! Nie potrzebuję oryginału, wystarczy mi skan.

Aniela Pawlak (z d. Rzepkowska) - akt zgonu (1903)
Akt zgonu praprababci Anieli Pawlak z d. Rzepkowskiej (1903). Źródło: Skanoteka

czwartek, 7 sierpnia 2025

Moi przodkowie - cz. III - prapradziadkowie po mieczu

Zgodnie z zapowiedzią przedstawię dzisiaj sylwetki i życiorysy moich prapradziadów. Jednak wbrew moim zamierzeniom zamiast jednego wpisu o wszystkich 16 prapradziadkach stworzę dwa oddzielne. Dziś opiszę tych ze strony taty (po mieczu), a za dwa tygodnie - tych ze strony mamy (po kądzieli). Przyczyny tej decyzji są dwie. Po pierwsze nie znalazłem przez ostatnie dwa tygodnie wystarczająco dużo wolnego czasu, aby napisać 16 biogramów, zdążyłem stworzyć tylko połowę. Po drugie artykuł taki byłby bardzo długi, czego nie przewidziałem, tymczasem wszystkie dotychczasowe wpisy poza pierwszym, powitalnym, liczyły około 2000 słów i tej długości będę się trzymać.

Wszyscy z grona moich prapradziadków mieszkali na wsi i prawie wszyscy (prawdopodobnie z wyjątkiem Elżbiety i Michała Krzywańskich) byli gospodarzami. Jeśli chodzi o ich wiek, to najwcześniej - w 1852 roku - urodził się prapradziadek Mikołaj Maj. Niewiele, bo tylko o kilka miesięcy od niego młodsi byli: Walenty Pawlak i Antoni Pilarczyk. Najpóźniej urodzoną z tej grupy była natomiast Waleria Andrzejczak z Adamiaków, przyszła ona bowiem na świat w 1884 roku, niecały rok przed najstarszym z moich pradziadków - Stanisławem Cylińskim. Inaczej mówiąc ojciec dziadka Stefana Cylińskiego był prawie w tym samym wieku, co babcia babci Emilii Cylińskiej. Choć różnica wieku pomiędzy najstarszym a najmłodszą z tego grona wynosi 32 lata, to większość z nich (wyłączając trzech najstarszych, których już wymieniłem oraz troje najmłodszych - Walerię Andrzejczak, jej męża Antoniego i Antoninę Górecką) była zaskakująco zbliżona do siebie wiekowo - urodziła się w przedziale lat 1859 - 1864. Aż pięcioro urodziło się w 1861 roku. W dodatku z ośmiu par moich prapradziadków cztery pary wzięły ślub w dość krótkim przedziale czasu - od sierpnia 1880 roku do listopada roku 1882 roku, wszyscy w kościele pw. św. Mikołaja Biskupa w Wierzchach. Większość życia moich prapradziadków (a w przypadku trojga z nich - całe życie) przypadła jeszcze na okres zaborów. Prawie wszyscy zmarli przed II wojną światową. Najdłużej żył Szczepan Górecki, który zmarł, mając 88 lat i 2 miesiące. 80. rok życia przekroczyły również: jego żona Antonina z Modrzejewskich oraz Józefa Kaczorowska z Kałużnych. Najkrócej natomiast, bo zaledwie 34 lata i 3 miesiące, żyła wspomniana już Waleria Andrzejczak.

Waleria Andrzejczak (z d. Adamiak) - akt zgonu (1918)
Akt zgonu najkrócej żyjącej spośród moich prapradziadków, Walerii Andrzejczak z d. Adamiak (1918). Źródło: Skanoteka

czwartek, 24 lipca 2025

Moi przodkowie - cz. II - pradziadkowie

Kontynuując serię poświęconą moim przodkom, opowiem dziś o moich pradziadkach. Tak jak ostatnio wspomniałem, nie miałem szansy poznać żadnego z nich, ale wiem o nich dość dużo z przekazów rodzinnych. Wszyscy mieszkali na wsi i prowadzili gospodarstwa rolne. W przeciwieństwie do moich dziadków rozstrzał wieku pomiędzy pradziadkami jest dosyć duży. Najwcześniej, bo w 1885 roku, urodził się pradziadek Stanisław Cyliński. Niewiele, bo tylko o rok od niego młodszy, był Wojciech Pawlak. Najpóźniej urodzoną z tej grupy była natomiast Marianna Krzywańska z Andrzejczaków, przyszła ona bowiem na świat w 1912 roku. Różnica wieku pomiędzy najstarszym a najmłodszą z tego grona wynosi zatem aż 27 lat - jest to różnica jednego pokolenia. Wynika ona z faktu, iż dziadek Stefan Cyliński (podobnie jak babcia Górecka) był najmłodszy z rodzeństwa, natomiast jego żona, babcia Emilia była najstarsza, a tym samym miała dużo młodszych rodziców niż jej mąż. Mimo wszystko większość (może nawet wszystkich) moich pradziadków można zaliczyć do jednego pokolenia, określanego mianem „lost generation”, czyli pokolenia straconego, którego młodość przypadła na trudne czasy I wojny światowej, pandemii grypy hiszpanki i wojny polsko-bolszewickiej. Później przyszły zawirowania gospodarcze, wielki kryzys i wreszcie II wojna światowa, która zastała ich, gdy byli w wieku średnim. Ich życie to też czas szybkiego rozwoju technologicznego. Wszyscy zmarli w okresie Polski Ludowej. Najdłużej z tego grona żył wspomniany już Stanisław Cyliński, który zmarł, mając 83 lata i niespełna 3 miesiące. Był też jedynym z moich pradziadków, który przekroczył 80. rok życia. Najkrócej natomiast - zaledwie 48 lat i niecałe 10 miesięcy - żył pradziadek Wacław Górecki.

Pogrzeb mojego pradziadka Wacława Góreckiego (1953)
Pogrzeb najkrócej żyjącego spośród moich pradziadków, Wacława Góreckiego (wrzesień 1953 r.)



czwartek, 10 lipca 2025

Moi przodkowie - cz. I - dziadkowie

Wpisem niniejszym rozpoczynam serię przedstawiającą sylwetki i życiorysy moich antenatów oraz antenatów mojej żony Dominiki. Będzie się ona składać z 6 artykułów, których bohaterami będą: moi dziadkowie (niniejszy), moi pradziadkowie, moi prapradziadkowie, dziadkowie mojej żony, pradziadkowie mojej żony i prapradziadkowie mojej żony. Nie piszę o rodzicach ani o teściach, trzymając się zasady, o której wspomniałem we wpisie powitalnym, że opowiadam tylko o osobach zmarłych. Natomiast o przodkach dalszych niż prapradziadkowie, czyli dziadkowie naszych dziadków, posiadam informacje wyłącznie z akt metrykalnych, w dodatku są one często niekompletne, dlatego moim zdaniem nie ma sensu tworzyć o nich osobnych wpisów w tej formule, ponieważ przedstawiałyby one tylko suche fakty z ich życia (daty i miejsca narodzin, ślubów i zgonów, imiona dzieci, wykonywany zawód itd.). Poza tym nasi antenaci do ósmego pokolenia są ujęci w wywodzie przodków. Niniejszy oraz dwa kolejne wpisy poświęcę moim przodkom, natomiast o przodkach żony będę pisać w dalszej przyszłości, ponieważ w chwili obecnej posiadam o nich jeszcze zbyt mało informacji.

Fotografie ślubne moich dziadków: po lewej Emilii i Stefana Cylińskich (1953), po prawej Genowefy i Stanisława Góreckich (1950)
Fotografie ślubne moich dziadków: po lewej Emilii i Stefana Cylińskich (1953), po prawej Genowefy i Stanisława Góreckich (1950)

Wszyscy moi dziadkowie byli bardzo zbliżeni do siebie wiekowo. Najwcześniej - w 1927 roku - urodził się dziadek Stefan Cyliński, najpóźniej - w 1931 - jego żona, Emilia z Krzywańskich. Pomiędzy nimi byli dziadkowie Genowefa i Stanisław Góreccy, oboje urodzeni w 1929 roku. Wszyscy więc przyszli na świat kilka lat przed II wojną światową, która przypadła na ich dzieciństwo, głównie na lata nastoletnie, odciskając na nich głębokie piętno. Wkroczyli w dorosłość w kraju pogrążonym w zniszczeniu tuż po wojnie. Większość ich życia przypadła na okres Polski Ludowej. Gdy system komunistyczny upadł, byli już mniej więcej 60-latkami. Ich pokolenie w kulturze popularnej określa się mianem „silent generation”, czyli pokolenia cichego, które musiało żyć w narzuconym systemie, nie wychylać się, „siedzieć cicho” i ciężko pracować (ich dzieci, a moi rodzice to tzw. pokolenie „baby boomers”, ja natomiast należę do pokolenia milenialsów). Z czworga moich dziadków troje dożyło wieku podeszłego. Najdłużej żyła babcia Emilia Cylińska, która zmarła, mając 90 lat i 3 miesiące. Tuż za nią plasuje się dziadek Górecki, żyjący 90 lat i niecałe 2 miesiące. Babcia Górecka przeżyła 86 lat i 3 miesiące. Najkrócej natomiast, bo tylko 66 lat i miesiąc, żył dziadek Stefan Cyliński.

czwartek, 26 czerwca 2025

Najstarsze zachowane fotografie i podobizny

Pisałem już na blogu, że jestem fanem akt metrykalnych. Nie pisałem natomiast, że oprócz tego jestem też fanem starych fotografii, szczególnie tych dotyczących mojej rodziny. Różnica pomiędzy metrykami a zdjęciami jest jednak taka, że te drugie przeważnie są trudniejsze do zdobycia. Najczęściej znajdziemy je w prywatnych archiwach rodzinnych naszych krewnych, czasem też na nagrobkach. Inną opcją są koperty i metryczki dowodowe, jednak te w przeszłości często były brakowane, co zmniejsza szanse na ich odnalezienie. Niestety wiele osób nie szanuje starych zdjęć, przechowuje je w złych warunkach, często gdzieś na strychu albo co gorsza, wyrzuca je. Na szczęście są też osoby, które postępują zupełnie inaczej. Najbardziej wartościowe są dla mnie te najstarsze fotografie. We wpisie tym przedstawię swoisty ranking najstarszych zdjęć (i jednej podobizny) związanych moją rodziną i rodziną mojej żony, jakie posiadam. Zacznę od końca.

5. Ok. 1935 - najwcześniej urodzony krewny uwieczniony na fotografii

Szczepan Górecki, mój prapradziadek urodzony w 1859 roku
Szczepan Górecki, mój prapradziadek urodzony w 1859 roku. Niesamowite jest, że patrzymy na oblicze człowieka, który miał nieco ponad 3 lata, gdy wybuchło powstanie styczniowe!

czwartek, 12 czerwca 2025

8 rzeczy, których można dowiedzieć się o dawnym społeczeństwie z akt metrykalnych

Ostatni wpis zakończyłem myślą, że po zapoznaniu się z dziesiątkami lub setkami akt metrykalnych z XIX i początku XX wieku można zauważyć różnego rodzaju zjawiska społeczne, które dziś są rzadkością, natomiast wtedy były na porządku dziennym. Tak jak wspomniałem, poświęcę im osobny wpis. Przedstawię tu te najbardziej charakterystyczne i posłużę się przykładami z mojego drzewa genealogicznego.

Fotografia z pogrzebu Józefa Cylińskiego (lata 40. XX wieku)
Fotografia z pogrzebu w mojej rodzinie (Żerniki, lata 40. XX wieku)

czwartek, 29 maja 2025

Akta metrykalne w genealogii

W najbliższą środę wraz z żoną będziemy obchodzić trzecią rocznicę ślubu. Dokładnie 4 czerwca 2022 roku w kościele pw. św. Wacława Męczennika w Grabnie zawarliśmy związek małżeński, łącząc tym samym dwa drzewa genealogiczne w jedno. Nie wiedziałem wtedy jeszcze o tym, że przeszło 200 lat wcześniej, 2 lutego 1820 roku, w tej samej parafii, choć nie w tym samym kościele (obecny powstał w latach 90. XX wieku) na ślubnym kobiercu stanęli moi 4 razy pradziadkowie Szymon Głowacki i Elżbieta Dąbkowska vel Dąbek. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że Grabno oddalone jest o niespełna 50 km od moich rodzinnych stron, a okolice te nie były znane w mojej rodzinie. Co więcej pan młody był moim imiennikiem.

Fotografia z mojego ślubu (2022); Szymon Głowacki i Elżbieta Dąbkowska vel Dąbek - akt ślubu (1820)
Po lewej fotografia z mojego ślubu (4 czerwca 2022 r.), po prawej akt ślubu moich 4 razy pradziadków Elżbiety i Szymona Głowackich (1820), sporządzony po łacinie. Obydwa małżeństwa zostały zawarte w kościele parafialnym w Grabnie. Źródło aktu: FamilySearch

Takich różnego rodzaju zbiegów okoliczności lub też zbieżności dat w moim drzewie genealogicznym można znaleźć wiele. Nie byłoby możliwe ich wychwycenie bez akt metrykalnych, o których chcę opowiedzieć w tym wpisie, a których jestem fanem. Są one podstawowym źródłem informacji w genealogii. Księgi metrykalne stanowią rejestr chrztów (urodzeń), ślubów i zgonów, gromadzony przez parafie lub inne jednostki, zawierający podstawowe informacje o osobach, których dotyczą. Są one pomocne w budowaniu drzewa genealogicznego i ustalaniu relacji pomiędzy krewnymi. Artykuł ten nie jest poradnikiem, jak wyszukiwać i odczytywać akty metrykalne - tych w sieci jest mnóstwo i piszą je osoby z większą wiedzą i doświadczeniem ode mnie. Chcę przedstawić jedynie, jak praca z nimi wyglądała z mojej perspektywy i w ten sposób zachęcić do poszukiwania swoich korzeni. Tekst ten stanowi zaledwie zarysowanie tematu, będące wstępem do kolejnych wpisów.

czwartek, 15 maja 2025

Genealogia - moja historia

Kto nie szanuje i nie ceni swojej przeszłości,
ten nie jest godzien szacunku, teraźniejszości
ani prawa do przyszłości.

Józef Piłsudski

Zgodnie z obietnicą przedstawię dziś historię mojej przygody z genealogią. Jest ona długa, bo już ponad 20-letnia i miała kilka etapów. Rozpocząłem ją bardzo wcześnie, jeszcze w dzieciństwie, dzięki czemu zdobyłem dużo informacji od swoich dziadków, kiedy jeszcze żyli, co potem stało się podstawą do budowania drzewa genealogicznego w obecnej formie, w oparciu o akta stanu cywilnego.

Rok 2003 - drzewo genealogiczne jako praca domowa do szkoły

Wszystko zaczęło się w październiku 2003 roku, kiedy to, będąc w IV klasie szkoły podstawowej, wykonałem drzewo genealogiczne w ramach pracy domowej na lekcję historii. Było ono jak na standardy szkolne dosyć obszerne, dlatego jako jedyny w klasie dostałem za nie najwyższą ocenę. Nieżyjący już historyk i nota bene jeden z moich ulubionych nauczycieli pan Mirosław Pietrucha stwierdził wtedy, że moje dzieci będą mi za nie wdzięczne. Uczciwie muszę jednak przyznać, że wiele informacji do tej pracy zaczerpnąłem z drzewa genealogicznego, które kilka lat wcześniej stworzył do szkoły mój starszy brat, Tomek. Również jego koncepcja i forma były podobne do tego po moim bracie. Z pewnością jednak nie było to przepisywanie jeden do jednego, ponieważ moje drzewo obejmowało więcej osób i informacji. Uzyskałem je od rodziców i dziadków. Popełniłem jednak wiele błędów, np. w datach urodzeń, które niestety początkowo powieliłem w kolejnym drzewie z 2009 roku. W późniejszych latach nanosiłem poprawki i uzupełnienia do swojej pracy szkolnej i trwało to aż do czasu, kiedy zacząłem używać programu genealogicznego.

Moje pierwsze drzewo genealogiczne, wykonane do szkoły w 2003 roku
Moje pierwsze drzewo genealogiczne, wykonane do szkoły w 2003 roku

czwartek, 1 maja 2025

Wpis powitalny

„Cóż przyjdzie człowiekowi z całego trudu,
jaki zadaje sobie pod słońcem?
Pokolenie przychodzi i pokolenie odchodzi,
a ziemia trwa po wszystkie czasy.
(…) Nie ma pamięci o tych, co żyli dawniej,
ani też o tych, co będą kiedyś żyli,
nie pozostanie wspomnienie u tych, co będą potem.”

Księga Koheleta 1; 3-4, 11

Ja i mój wywód przodków
Ja i mój wywód przodków, ale obejmujący tylko tych, których zachowały się fotografie lub podobizny

Witam na moim nowo powstałym blogu. Nazywam się Szymon Cyliński, mam 32 lata, urodziłem się i mieszkam w Poddębicach - niewielkim mieście w centralnej Polsce, choć wychowałem się w pobliskiej wsi. Jestem pracownikiem biurowym, a prywatnie szczęśliwym mężem i ojcem dwuletniej córeczki. Moimi pasjami od dzieciństwa są: historia Polski (ale nie tylko) i genealogia rodzinna. Jeśli chodzi o historię, szczególnie interesują mnie czasy średniowieczne, postacie polskich władców oraz historia najnowsza. Ten skrawek Internetu chcę jednak poświęcić drugiemu z moich zainteresowań - genealogii, będącej jedną z nauk pomocniczych historii. Przedstawiać w nim będę moje poszukiwania i odkrycia w aktach metrykalnych i innych dokumentach, legendy i historie rodzinne, sylwetki moich przodków, fotografie z nimi związane oraz różnego typu ciekawostki, jednak bez naruszania prywatności rodziny.