piątek, 2 stycznia 2026

Metryczki dowodowe przodków

Pierwszy wpis w roku 2026 publikuję dokładnie w 10. rocznicę śmierci mojej babci Genowefy Góreckiej. Ponieważ jej sylwetkę i życiorys opisałem już we wpisie dotyczącym wszystkich moich dziadków, niniejszy wpis nie będzie o babci Genowefie, niemniej jednak na koniec pozwolę sobie na bardzo osobiste słowa zaadresowane do niej. Najpierw jednak skupię się na metryczkach dowodowych moich przodków (w tym również babci Góreckiej) oraz przodków mojej żony Dominiki, których skany udało nam się uzyskać w zeszłym roku.

Awers i rewers metryczki dowodowej mojej babci Genowefy Góreckiej z d. Pawlak z 1964 roku
Awers i rewers metryczki dowodowej mojej babci Genowefy Góreckiej z d. Pawlak z 1964 roku. Źródło: Archiwum Dokumentacji Osobowej i Płacowej w Milanówku

Metryczki dowodowe, często mylone z kopertami dowodowymi, są dokumentami zawierającymi podstawowe informacje o osobach, które wyrabiały dowody osobiste w latach 1952 - 1997. Przed rokiem 1952 nie było obowiązku posiadania dowodu przez pełnoletnich obywateli - został on wprowadzony dekretem w roku 1951. Do końca roku 1974 dowody tożsamości były wydawane przez Milicję Obywatelską. W 1975 roku ich rolę przejęły najpierw na krótko urzędy powiatowe, a po ich likwidacji - urzędy miast i gmin. Każdą metryczkę po wydaniu dowodu wysyłano do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, gdzie tworzono Centralną Bazę Adresową. Kiedy obywatel wymienił dowód osobisty, wymieniana była też jego metryczka, a poprzednia była brakowana. Z tego powodu obecnie możliwe jest odszukanie tylko ostatniej metryczki dla każdego przodka. Metryczki wydanych dokumentów tożsamości często były niszczone również po śmierci osoby, której dotyczyły, dlatego nie wszystkie zachowały się do dnia dzisiejszego. Dziś miejscem ich przechowywania jest Archiwum Dokumentacji Osobowej i Płacowej w Milanówku, podlegające pod Archiwum Państwowe w Warszawie. Najcenniejsze w metryczkach są moim zdaniem dołączone do nich fotografie. Szczególnie jeżeli nie posiadamy zdjęcia któregoś z przodków, metryczki dowodowe, obok kopert dowodowych, mogą być jedyną szansą na ich odnalezienie.

czwartek, 11 grudnia 2025

Genealogia polskich władców - cz. II - Jagiellonowie i królowie elekcyjni

Zanim przedstawię genealogię Jagiellonów, podzielę się swoją osobistą historią związaną z polskimi monarchami. Władcami Polski i ogólnie historią zacząłem interesować się jako dziecko w 2002 roku, kiedy to z okazji Pierwszej Komunii otrzymałem od mojej chrzestnej popularnonaukową książkę historyczną. Było to kalendarium, przedstawiające przekrojowo historię Polski i świata rok po roku od roku 960 do końca XX wieku. Jeszcze bardziej historią zainteresował mnie mój pierwszy jej nauczyciel w szkole podstawowej, świętej pamięci pan Mirosław Pietrucha, o którym wspominałem już na blogu. Potrafił on bardzo ciekawie opowiadać o minionych czasach. Później jeszcze jako dziecko dwukrotnie dostałem od rodziców na urodziny poczty polskich królów i książąt. Wciągnęły mnie one bez reszty. Równolegle moimi konikami były postacie papieży i… astronomia. W 2005 roku w ramach swojej pasji stworzyłem tablicę genealogiczną polskich władców, którą później wykorzystałem w stworzonym przez siebie blogu Władcy Polski, założonym w lipcu 2007 roku. Wiosną roku 2011 zakończyłem jego tworzenie (jak również dwóch innych moich blogów) ze względu na konieczność przygotowania się do matury i potem już do niego nie powróciłem. Sam zastanawiam się, czemu moje zainteresowania nie pchnęły mnie na studia historyczne. Myślę, że motywował mną głównie pragmatyzm - nie widziałem siebie w roli nauczyciela, zresztą nie nadaję się do tego charakterologicznie, a w zasadzie tylko to mógłbym robić po tego typu studiach w moim małym mieście.

Drzewo genealogiczne Jagiellonów z dzieła „De Iagellonum familia liber II” autorstwa Josta Ludwika Decjusza (1521)
Drzewo genealogiczne Jagiellonów z dzieła De Iagellonum familia liber II autorstwa Josta Ludwika Decjusza (1521, fot. Polona)

czwartek, 27 listopada 2025

Genealogia polskich władców - cz. I - Piastowie i Andegawenowie

We wpisie powitalnym nadmieniłem, że poza genealogią pasjonuję się historią Polski, w tym szczególnie postaciami polskich władców. Jako że wciąż trwa rok 2025, w którym obchodzimy 1000-lecie koronacji pierwszych królów Polski - Bolesława I Chrobrego i Mieszka II Lamberta - postanowiłem, że po raz pierwszy opiszę tutaj zagadnienie luźno związane z tematyką bloga - genealogię polskich królów i książąt. Ponieważ temat jest bardzo szeroki, podzielę go na dwa wpisy. W niniejszym opowiem o Piastach i spokrewnionych z nimi Andegawenach (X - XIV wiek), natomiast w kolejnym - o Jagiellonach, spokrewnionych z nimi Wazach oraz pozostałych królach elekcyjnych (XV - XVIII wiek). Skupię się jednak tylko na władcach panujących jako królowie, książęta zwierzchni lub książęta krakowscy.

Portrety władców Polski na tle Orła Białego autorstwa Matthäusa Meriana (ok. 1625)
Portrety władców Polski od legendarnego Lecha do Zygmunta III Wazy na tle Orła Białego autorstwa Matthäusa Meriana (ok. 1625)Forma dzieła przypomina drzewo genealogiczne - ciągłość władzy ukazana jest tu jako ciągłość rodowa (fot. Wikimedia Commons)

Genealogia dynastyczna, która dla większości uczniów w szkole jest zmorą, dla mnie zawsze była fascynująca. Jest ona ciekawą odskocznią od mojej rodzinnej genealogii. Biorąc pod uwagę stan zachowania akt metrykalnych, poszukując swoich przodków, którzy byli stanu chłopskiego, nie mam szans dojść dalej, niż do XVII/XVIII wieku (przy bardzo dużym szczęściu może udałoby się dobrnąć do XVI stulecia), natomiast rodowód Piastów sięga aż przełomu IX i X wieku. Na szczęście tutaj nie muszę prowadzić już poszukiwań - tym zajęli się historycy, tacy jak Oswald Balzer czy Zygmunt Wdowiszewski, ja natomiast mogę jedynie cieszyć się rezultatami ich prac. Piastowie i Jagiellonowie to przodkowie wszystkich obecnie panujących monarchów europejskich, ale również wielu Polaków. Niewykluczone, że i ja mam wśród swoich antenatów przedstawicieli Piastów (zweryfikować to mogłyby jedynie badania DNA).

czwartek, 13 listopada 2025

Marian Spychalski - brat cioteczny mojego pradziadka?

Dwa tygodnie temu opisałem moją weryfikację legendy panującej w rodzinie mojej mamy, która mówiła o rzekomym pokrewieństwie z bpem Wojciechem Owczarkiem. Dzisiaj natomiast omówię podobny przekaz o koligacji ze znaną postacią w rodzinie taty. Otóż jak twierdził mój cioteczny dziadek Kazimierz Krzywański - również pasjonat genealogii - bratankiem jego babci a mojej praprababci Elżbiety Krzywańskiej ze Spychalskich (nazwisko to zapisywano również jako Spychała) był działacz komunistyczny i marszałek Polski Marian Spychalski. Innymi słowy pradziadek Stanisław Krzywański i polityk mieli być rodzeństwem ciotecznym. Przyznam, że tematowi temu nie poświęciłem chyba nawet połowy takiej uwagi, jak sprawie bpa Owczarka. Pokrewieństwo z komunistycznym dygnitarzem nie było bowiem dla mnie tak atrakcyjne, jak pokrewieństwo z biskupem i kandydatem na ołtarze, choć trzeba przyznać, że marszałek Spychalski miał starszego brata o dużo bardziej chwalebnym od niego życiorysie i stojącym po przeciwnej stronie politycznej barykady.

Po lewej marszałek Polski Marian Spychalski, po prawej mój pradziadek Stanisław Krzywański - rzekome rodzeństwo cioteczne
Po lewej marszałek Polski Marian Spychalski (fot. Wikimedia Commons), po prawej mój pradziadek Stanisław Krzywański - rzekome rodzeństwo cioteczne. Byli oni niemal rówieśnikami - pradziadek był o rok starszy od polityka Polski Ludowej

czwartek, 30 października 2025

Bp Wojciech Owczarek - brat mojej praprababci?

Zbliżająca się Uroczystość Wszystkich Świętych to w Kościele Katolickim nie tylko dzień, w którym odwiedzamy groby swoich bliskich (a te dla każdego genealoga są bardzo istotne), zapalamy na nich znicze i stawiamy kwiaty, ale przede wszystkim - o czym niewielu ludzi chyba pamięta - upamiętnienie wszystkich zmarłych chrześcijan, którzy osiągnęli stan zbawienia, czyli inaczej mówiąc są świętymi. Jest to moim zdaniem dobra okazja, aby przywołać postać Sługi Bożego bpa Wojciecha Owczarka, kandydata na ołtarze. Pod koniec bieżącego roku przypada jego 150. rocznica urodzin. W rodzinie mojej mamy, głównie za sprawą babci Genowefy Góreckiej, panował przekaz mówiący o tym, że był on bratem mojej praprababci Florentyny Maj. Legenda ta była jednym z głównych motorów napędowych, które niemal 20 lat temu zafascynowały mnie historią mojej rodziny. Długo jednak zajęło mi ostateczne zweryfikowanie jej prawdziwości. Poniżej przedstawię, jak to wyglądało.

Po lewej Sługa Boży bp Wojciech Owczarek, po prawej moja praprababcia Florentyna Maj - rzekome rodzeństwo
Po lewej Sługa Boży bp Wojciech Owczarek (fot. Zbiory NAC), po prawej moja praprababcia Florentyna Maj - rzekome rodzeństwo. Oboje zmarli w 1938 roku. Fotografię Florentyny Maj zdobyłem w 2021 roku, już po wyjaśnieniu zagadki

sobota, 18 października 2025

Krewni w niemieckich obozach koncentracyjnych

Na początku przepraszam, że po raz kolejny wpis na blogu nie ukazał się o czasie. Tym razem przeszkodziły mi infekcje wirusowe - najpierw mojej córeczki, a potem moja. Tuż przed 2 października, kiedy powinien ukazać się nowy artykuł, leżałem w łóżku z wysoką gorączką i nie byłem w stanie napisać czegokolwiek. Z kolei na 16 października ze względu na brak czasu nie zdążyłem z przygotowaniem tego tematu. Jednak zakładając bloga, liczyłem się z tym, że nie zawsze będę mógł publikować wpisy na czas - co drugi czwartek.

Jak pisałem ostatnio, II wojna światowa pochłonęła około 6 milionów polskich obywateli. Większość z nich to ofiary niemieckich obozów. III Rzesza tworzyła obozy koncentracyjne od samego początku swojego istnienia w 1933 roku. Początkowo przeznaczone były one przede wszystkim dla opozycji antyhitlerowskiej. Pierwszy z nich utworzono w Dachau, zaś kolejne m.in. w Sachsenhausen, Buchenwaldzie, Mauthausen, Flossenbürgu i Ravensbrück. Po rozpoczęciu wojny w 1939 roku sieć obozów znacznie się rozrosła. Nowe z nich zaczęły powstawać w dużej mierze na terenach państw okupowanych. Największym w okupowanej Polsce był KL Aschwitz-Birkenau. Wprowadzono też nowe typy obozów, w tym obozy natychmiastowej zagłady i obozy pracy przymusowej, w których więźniów wykorzystywano do nieludzkiej pracy, przede wszystkim na rzecz niemieckiego przemysłu wojennego. Ciężka praca w połączeniu z głodowymi racjami żywnościowymi przyczyniła się do ogromnej śmiertelności wśród więźniów. Wielu z nich uśmiercano w komorach gazowych. Dla obywateli przedwojennej Polski obozy oznaczały przede wszystkim miejsca eksterminacji inteligencji, księży katolickich, osób związanych z ruchem oporu i Żydów. Trafiały tam też osoby zatrzymane podczas ulicznych łapanek.

Tory kolejowe, wartownia i brama główna Auschwitz II (Birkenau, 1945)
Tory kolejowe, wartownia i brama główna Auschwitz II (Birkenau), widok z rampy wewnątrz obozu (1945, fot. Wikimedia Commons)

sobota, 20 września 2025

Wywózki na roboty przymusowe do Niemiec

Na początku tego wpisu winien jestem wyjaśnień. W dniach 4 i 18 września, zgodnie z przyjętą przeze mnie na początku częstotliwością (co dwa tygodnie), powinny ukazać się nowe wpisy na blogu. Nie stało się to jednak, ponieważ w moim życiu dużo się działo, miałem dużo pracy i nie znalazłem czasu na dokończenie artykułu, zwłaszcza że ze względu na rocznicę wybuchu II wojny światowej podjąłem się trudnego tematu, wymagającego dogłębnego „researchu” - wywózki moich krewnych na roboty przymusowe do Niemiec w czasie II wojny światowej. Dzisiaj publikuję wreszcie wpis, który miał ukazać się ponad 2 tygodnie temu.

1 września minęło 86 lat od napaści Niemiec na Polskę, natomiast 3 dni temu, 17 września, przypadała rocznica agresji Związku Radzieckiego na nasz kraj. Po ponad dwóch tygodniach niemieckiej ofensywy był to cios, w wyniku którego nasze państwo, broniące wtedy stolicy i nie mogące liczyć na pomoc ze strony zachodnich sojuszników, znalazło się w rozpaczliwie złym położeniu. Kampania wrześniowa, czyli wojna obronna Polski we wrześniu 1939 roku, była początkiem II wojny światowej. Był to najbardziej krwawy konflikt zbrojny w historii świata. W jej wyniku Polska straciła około 6 milionów obywateli i doznała ogromnej ilości strat materialnych. Ofiary ginęły nie tylko w wyniku działań wojennych, ale też między innymi w obozach koncentracyjnych i obozach pracy, w więzieniach, w wyniku pacyfikacji, egzekucji oraz epidemii. Jeżeli chodzi o straty materialne, wynikały one z działań wojennych, rabunku i konfiskaty majątku ruchomego przez okupantów.

Rodzina mojej babci Genowefy Góreckiej z d. Pawlak wśród pracowników przymusowych folwarkuw w Bingerau (obecnie Węgrów) na Dolnym Śląsku
Rodzina mojej babci Genowefy Góreckiej z d. Pawlak wśród pracowników przymusowych folwarku Hugo von Posera w Bingerau (obecnie Węgrów) na Dolnym Śląsku

Wrzesień 1939 roku to początek okupacji niemieckiej na ziemiach polskich. W czasie jej trwania Niemcy ze względu na niedobór na rynku pracy spowodowany wcieleniem do Wermachtu dużej liczby młodych mężczyzn pozyskiwali tanią siłę roboczą dla przemysłu i rolnictwa poprzez prace przymusowe. W związku z tym na ziemiach wcielonych do III Rzeszy wprowadzono przymus pracy dla ludności, w tym dzieci już od 12 roku życia. Wiosną 1940 roku przymusowa branka na roboty przybrała charakter masowy. W okupowanej Polsce organizowały ją Arbeitsamty, czyli niemieckie urzędy pracy. Za odmowę groziły surowe kary, w tym kara śmierci. Organizowano też tzw. łapanki. Z robotnikami nie zawierano umów pisemnych, a o czasie ich pracy decydował pracodawca. Nie mieli oni też prawa do urlopu. Przymusowa praca służyła nie tylko pozyskiwaniu taniej siły roboczej, ale i eksterminacji ludności z krajów podbitych.

czwartek, 21 sierpnia 2025

Moi przodkowie - cz. IV - prapradziadkowie po kądzieli

Na początku drugiej części opisu moich prapradziadów (pierwsza część tutaj) mała uwaga. Choć staram się, aby informacje zamieszczane na blogu były poprawne merytorycznie, zdarza się, że uzupełniam i poprawiam opublikowane już wpisy. Zwykle nie są to wielkie zmiany, bowiem staram się, aby wersja wpisu z dnia publikacji była już tą ostateczną. Jednak przy serii o moich przodkach, a zwłaszcza w ostatnim artykule, tych zmian było dość dużo. Szczególnie biogram praprababci Józefy Kaczorowskiej uzupełniłem o kilka nowych informacji, których nie posiadałem w dniu publikacji. W związku z tym zachęcam do wracania do wcześniejszych wpisów. Oprócz tego przypominam: jeśli posiadasz fotografię, na której widoczna jest którakolwiek z poniższych osób, to proszę - napisz do mnie! Nie potrzebuję oryginału, wystarczy mi skan.

Aniela Pawlak (z d. Rzepkowska) - akt zgonu (1903)
Akt zgonu praprababci Anieli Pawlak z d. Rzepkowskiej (1903). Źródło: Skanoteka

czwartek, 7 sierpnia 2025

Moi przodkowie - cz. III - prapradziadkowie po mieczu

Zgodnie z zapowiedzią przedstawię dzisiaj sylwetki i życiorysy moich prapradziadów. Jednak wbrew moim zamierzeniom zamiast jednego wpisu o wszystkich 16 prapradziadkach stworzę dwa oddzielne. Dziś opiszę tych ze strony taty (po mieczu), a za dwa tygodnie tych ze strony mamy (po kądzieli). Przyczyny tej decyzji są dwie. Po pierwsze nie znalazłem przez ostatnie dwa tygodnie wystarczająco dużo wolnego czasu, aby napisać 16 biogramów, zdążyłem stworzyć tylko połowę. Po drugie artykuł taki byłby bardzo długi, czego nie przewidziałem, tymczasem wszystkie dotychczasowe wpisy poza pierwszym, powitalnym, liczyły około 2000 słów i tej długości będę się trzymać.

Wszyscy z grona moich prapradziadków mieszkali na wsi i prawie wszyscy (prawdopodobnie z wyjątkiem Elżbiety i Michała Krzywańskich) byli gospodarzami. Jeśli chodzi o ich wiek, to najwcześniej, bo w 1852 roku, urodził się prapradziadek Mikołaj Maj. Niewiele, bo tylko o kilka miesięcy od niego młodsi byli Walenty Pawlak i Antoni Pilarczyk. Najpóźniej urodzoną z tej grupy była natomiast Waleria Andrzejczak z Adamiaków, przyszła ona bowiem na świat w 1884 roku, niecały rok przed najstarszym z moich pradziadków - Stanisławem Cylińskim. Inaczej mówiąc ojciec dziadka Stefana Cylińskiego był prawie w tym samym wieku, co babcia babci Emilii Cylińskiej. Choć różnica wieku pomiędzy najstarszym a najmłodszym z tego grona wynosi 32 lata, to większość z nich (wyłączając trzech najstarszych, których już wymieniłem oraz troje najmłodszych - Walerię Andrzejczak, jej męża Antoniego i Antoninę Górecką) była zaskakująco zbliżona do siebie wiekowo - urodziła się w przedziale lat 1859 - 1864. Aż pięcioro urodziło się w 1861 roku. W dodatku z ośmiu par moich prapradziadków cztery pary wzięły ślub w dość krótkim przedziale czasu - od sierpnia 1880 roku do listopada 1882 roku, wszyscy w kościele pw. św. Mikołaja Biskupa w Wierzchach. Większość z tego grona zmarła jeszcze przed II wojną światową. Najdłużej żył Szczepan Górecki, który zmarł, mając 88 lat i 2 miesiące. 80. rok życia przekroczyły również jego żona Antonina z Modrzejewskich oraz Józefa Kaczorowska z Kałużnych. Najkrócej natomiast, bo zaledwie 34 lata i 3 miesiące, żyła wspomniana już Waleria Andrzejczak.

Waleria Andrzejczak (z d. Adamiak) - akt zgonu (1918)
Akt zgonu najkrócej żyjącej spośród moich prapradziadków, Walerii Andrzejczak z d. Adamiak (1918). Źródło: Skanoteka

czwartek, 24 lipca 2025

Moi przodkowie - cz. II - pradziadkowie

Kontynuując serię o przodkach, opowiem dziś o moich pradziadkach. Tak jak ostatnio wspomniałem, nie miałem szansy poznać żadnego z nich, ale wiem o nich dość dużo z przekazów rodzinnych. Wszyscy mieszkali na wsi i prowadzili gospodarstwa rolne. W przeciwieństwie do moich dziadków rozstrzał wieku pomiędzy pradziadkami jest dosyć duży. Najwcześniej - w 1885 roku - urodził się pradziadek Stanisław Cyliński. Niewiele, bo tylko o rok od niego młodszy, był Wojciech Pawlak. Najpóźniej urodzoną z tej grupy była natomiast Marianna Krzywańska z Andrzejczaków, przyszła ona bowiem na świat w 1912 roku. Zatem różnica wieku pomiędzy najstarszym a najmłodszym z tego grona wynosi aż 27 lat - jest to różnica jednego pokolenia. Wynika ona z faktu, iż dziadek Stefan Cyliński (podobnie jak babcia Górecka) był najmłodszy z rodzeństwa, natomiast jego żona, babcia Emilia była najstarsza, a tym samym miała dużo młodszych rodziców niż jej mąż. Mimo wszystko większość (może nawet wszystkich) moich pradziadków można zaliczyć do jednego pokolenia, określanego mianem „lost generation”, czyli pokolenia straconego, którego młodość przypadła na trudne czasy I wojny światowej, pandemii grypy hiszpanki i wojny polsko-bolszewickiej. Później przyszły zawirowania gospodarcze, wielki kryzys i wreszcie II wojna światowa, która zastała ich, gdy byli w wieku średnim. Ich życie to też czas szybkiego rozwoju technologicznego. Wszyscy zmarli w okresie Polski Ludowej. Najdłużej z tego grona żył wspomniany już Stanisław Cyliński, który zmarł, mając 83 lata i niespełna 3 miesiące. Był też jedynym z moich pradziadków, który przekroczył 80. rok życia. Najkrócej natomiast - zaledwie 48 lat i niecałe 10 miesięcy - żył pradziadek Wacław Górecki.

Pogrzeb mojego pradziadka Wacława Góreckiego (1953)
Pogrzeb najkrócej żyjącego spośród moich pradziadków, Wacława Góreckiego (1953)